Zabawa z mini ogrodami uczy podstawowych zasad obsługi konewki i haczki, a dla malucha to duża rzecz…mimo, że mała.

 

Czas w którym mini ogród zachowuje rozmiar mini jest w przybliżeniu równy 2 latom (zależy od gatunków roślin i tempa ich wzrostu). Przez ten czas dzieci mogą kształtować go, podlewać i pielić.  Mini ogródek odpowiada na wiele pytań. Na przykład: jaka gleba jest dobra dla roślin? kiedy je podlewać? jak zrobić swoją własną kompozycję? Do rozwiązania tych zagadek przydatna jest wiedza nauczyciela lub rodzica. Wskazane jest jednak, aby cały proces był bardziej zabawą niż procesem dydaktycznym.

Paulina

Na tej stronie  pragnę przedstawiać  moją przygodę z mini ogródkami – nowym, niesamowitym sposobem kreowania przestrzeni – w zupełnie innym wymiarze.

Na początek – garść przydatnych informacji.

Istnieje kilka sposobów tworzenia mini ogródków.

Przede wszystkim możemy kupić gotowe elementy (np. mini meble ogrodowe), których na polskim rynku możemy szukać w internetowych sklepach z wyposażeniem domków dla lalek.  Niestety,  mebelki te bywają dość drogie  - szczególnie, gdy są wykonywane ręcznie i okraszone detalami.

Dla osób, które znają trochę angielski i mają ochotę na zabawę, ciekawszą opcją będzie własnoręczne wykonanie mebelków przy pomocy filmów instruktażowych (są dostępne na youtube po wpisaniu fairy gardens tutorials, albo mini garden tutorials, w wyszukiwarce. Np. https://www.youtube.com/watch?v=oSfI7uck9h8). Podpowiem, że do  ich tworzenia  świetnie nadają się patyczki po lodach oraz bambusowe patyczki do kwiatów (mogą być też  te cieńsze – do szaszłyków).
W przygotowaniu mini raju najważniejszą zasadą jest zachowanie odpowiedniej skali. Tylko dzięki temu wszystko ładnie się wkomponuje i ogród będzie zachwycał idealnymi proporcjami.

Jeśli interesuje was coś bardzo małego,  czyli o większym potencjale kreacji, zachęcam do eksperymentowania ze skalą. Nigdy nie wiadomo, która najbardziej będzie nam odpowiadała.

 Biała konewka w zestawie ze skrzynką na jabłka.
Biała konewka w zestawie ze skrzynką na jabłka.


Pamiętając o skali możemy przystąpić do działania.
Na początek kilka rad odnośnie pojemników i gleby, elementów podstawowych naszej kompozycji:

Pojemnik:

Najlepiej sprawdzi się taki, który posiada dużo otwartej przestrzeni,  aby  wyeksponować bogactwo detali naszego mini ogródka, a jednocześnie utrzymujący ziemię i  umożliwiający dobry drenaż wody.

Ja proponuję wszelkiego rodzaju doniczki ceramiczne, wiklinowe oraz drewniane skrzynie z podszewką. Zamiast podszewki możemy użyć np. grubej plastikowej torby, lub folii szklarniowej. Jako pojemniki  mogą służyć także doniczki na bonsai (są małe i raczej nadają się do skali mniejszej niż 1:12). Jeśli nie chcemy odprowadzać wody z ogródka, lub po prostu nasz pojemnik nie ma ujścia wody, możemy użyć keramzytu doniczkowego na spód.

Gleba:

Podłoże do  mini ogródków może być standardowe. Wystarczy zwykła mieszanka do roślin doniczkowych, ale dobrze jeśli  zawiera torf, perlit i wermikulit. Radzę unikać ziemi wykopanej z ogródka,  ponieważ może  nie zapewniać odpowiedniego drenażu dla  roślin. Jeśli w mini ogrodzie planujemy przewagę iglaków warto dodać trochę ziemi kwaśnej.

To na razie tyle. Początek mamy za sobą.

Mam nadzieję, że pomysły na mini ogródki szybko zakiełkują na polskim gruncie.

Niedługo ciąg dalszy.


Pozdrawiam.
Paulina

W końcu przyszła pora na truskawki wiszące. Nie mogłam się powstrzymać, żeby nie spróbować tej metody. Sadzonki dadzą najpewniej moc owoców dopiero w przyszłym roku, ale coś czuję, że będzie na co czekać.
Postanowiłam użyć do tego celu skrzyni o wymiarach 50 cm (wys.), 40 cm (szer.) i 80 cm (dł.).


Przed wsadzeniem truskawek musiałam ją odpowiednio przygotować. Materiał do wyściółki, który przymocowałam w środku, odpowiednio zabezpieczył ziemię przed wysypywaniem.


Użyłam do tego celu agrotkaniny i całość przymocowałam zszywaczem tapicerskim.
Wnętrze skrzyni wypełniłam lekką ziemią - mieszanką torfu, ziemi ogrodowej i nawozu. W przestrzeniach między deskami zrobiłam niewielkie dziurki i wsadziłam w nie truskawki. I oto efekt:



W jednej skrzyni mieszczą się 24 sadzonki. Na zdjęcia ze zbiorów trzeba będzie jeszcze trochę poczekać:)
Pozdrawiam.
Paulina

Dzień dobry,
nie zapominam ostatnio o praktycznej stronie ogrodnictwa. Dzisiaj postanowiłam zasadzić coś, co dobrze znam, ale nie od tej praktycznej, ogrodniczej strony.
Ostatnio mój sąsiad przywiózł z zagranicy pomysł na sadzenie ziemniaków w usypanych kopcach. Jako, że wszystko, co praktyczne i mini chłonę jak gąbka, zaczęłam grzebać w internecie i znalazłam coś lepszego – skrzynie. Warzywa wyglądają w nich estetyczniej i można zajmować się nimi bez schylania. Skrzynki mają to do siebie, że są rozbieralne i składają się z 4 poziomów (na zdjęciach widoczny jest pierwszy z nich). Do ich złożenia i rozłożenia nie używa się gwoździ. Wsuwa się poszczególne części w siebie. Najlepiej widoczne będzie to na zdjęciach.

Na zdjęciu powyżej widać, że dałam na spód trochę kartonów. Zrobiłam tak, aby zminimalizować efekt wyrastania chwastów, które z czasem i tak będą się pojawiać (na jeden sezon tektura powinna jednak zupełnie wystarczyć). 
Na początek sadzimy ziemniaki w pojedynczym, najniższym poziomie skrzynki przykrywając je miękką ziemią.

Kiedy warzywa urosną do wysokości około 20-30 cm, nasypujemy następną warstwę, przykrywając średnio 1/3 naziemnej części rośliny. Przykryte ziemią pędy wytworzą nowe korzenie, które wydadzą kolejne bulwy. W ten sposób ziemniak będzie się rozrastał korzeniowo w systemie na boki, ale będzie szedł w górę z kolejnymi dodawanymi poziomami. Proces powtarza się do wykorzystania ostatniej części skrzynki.


Końcowy efekt to cztery poziomy - jak na zdjęciu powyżej. 

P.S Osoby, które znają się na sadzeniu ziemniaków być może wytkną mi kilka błędów: m.in. że za późno posadziłam i użyłam zbyt dużych bulw, ale pierwsze koty za płoty, jak mówią starożytni Rosjanie. Bądźmy dobrej myśli.

Dopisek jesienny:

Eksperyment kartoflany czas zamknąć. Jesienne wykopki za nami.

Jak widać na zdjęciu poniżej większość bulw usadowiła się w dolnej części wieży, czyli tradycyjnie.

Były też przykłady takie jak na zdjęciu. Małych ziemniaczków które wyrosły w górnej części korzenia.

Efektem tegorocznym jest około 3 kg ziemniaków.

Ziemniaki jako zupełne nowum, znane dla mnie jedynie z talerza, miały wiele tajemnic. Powoli je odkrywam.
W
 następnym roku zostawię je na dłużej w ziemi (być może ziemniaki w wyższej części korzenia potrzebują więcej czasu aby dojrzeć) i użyję innego gatunku ziemniaków (aby sprawdzić czy efekt pionowego wzrostu bardziej się zaznaczy).

Pozdrawiam i powodzenia w eksperymentach. Paulina

 

Dzisiaj coś na temat ogrodnictwa w ogóle.
Mowa o podwyższanych grządkach nazywanych również “garden beds”. U nas temat jest ciągle świeży i mało się ich widuje. A przecież np. w placówkach edukacyjnych czy opiekuńczych, instytucjach naukowych lub zwykłych ogródkach grządki te sprawdzają się doskonale . Mogą zostać wykorzystane w edukacji, zajęciach terapeutycznych, badaniach naukowych albo po prostu dla wygody w przydomowej uprawie roślin. Ich zaletami są: możliwość usytuowania nawet na najbardziej nieurodzajnej glebie, estetyczny wygląd oraz łatwy dostęp do warzyw, do których nie trzeba się schylać.
U mnie podwyższane grządki pojawiły się przede wszystkim dlatego, że musiałam sobie poradzić z kiepską ziemią a dodatkowo chciałam nadać miejscu estetyczny wygląd. Oto efekt:



Do stworzenia grządek zostały użyte:

  • deski do grządek (u mnie miały wysokość ok. 20 cm, długość 120 cm, były wyheblowane i pomalowane pokostem lnianym)
  • deski do stworzenia granicy
  • kątowniki metalowe (dostępne w większości budowlanych i metalowych sklepów, odpowiednio długie w zależności od grubości desek)
  • agrotkanina
  • żwir (do wykończenia
  •  wypełnienie grządek: torf, ziemia, nawóz (w moim przypadku kozi). Dodatkowo grządki podlewam co jakiś czas gołębim obornikiem odpowiednio rozcieńczonym, by nie spalić ziemi.

Oto kilka słów o samym procesie.
Najpierw wyrównałam teren pod grządki. Nie miałam maszyn, więc zrobiłam wszystko ręcznie.
Następnie wykopałam rowek graniczny - płytki, ale by zmieściła się deska o szerokości około 7 cm. Całość, łącznie z rowkiem, pokryłam agrotkaniną. Później w wykopany rowek włożyłam deski graniczne - tak aby stworzyć zamierzony kształt. W moim przypadku był to prostokąt. Na agrotkaninie ułożyłam zbite już inspekty/łóżka (u mnie było to 8 kwadratów). Następnie wzięłam się za wypełnianie. 

Podzieliłam nawóz na 8 części i wymieszałam go z ziemią i torfem. Starałam się dodać sporo torfu i odpowiednią ilość ziemi, aby zawartość była w miarę zwarta. W przypadku moich grządek konieczna była przewaga torfu. Całość uklepywałam jeszcze deską, stając na niej.



Na końcu wysypałam żwir wokół inspektów.

Update:
Od napisania artykułu i zrobienia zdjęć trochę się zmieniło. Na dole umieściłam krótki update prac z widocznymi efektami.

 

Marchewka i burak to król i królowa ogrodu. Mamy też bób, pietruszkę, rzodkiewki, szpinak, selery i pory.

W przypadku dodatkowych pytań bardzo chętnie podzielę się doświadczeniem w tym temacie.
Pozdrawiam.
Paulina 

O mnie

"Mam na imię Paulina i interesuje się ogrodnictwem eksperymentalnym. Pomysł na zazielenianie małych przestrzeni wziął się

z podróży i trochę z potrzeby. Po studiach (ochrona środowiska) zamieszkałam w dużym mieście i brakowało mi wiejskich klimatów. Trochę przypadkiem trafiłam na pomysł tworzenia ogrodów w skali i tak, od jednego do drugiego stało się to moją pasją.

Oprócz mini ogrodów tworzę struktury do uprawy warzyw na małych przestrzeniach oraz elementy wystroju wnętrz."

 

Paulina Kupis

Paulina Kupis

Dolna 6, Rogów, 26-200 Końskie

Tel. 660 384 695, Mail:paulina@miniogrody.pl