Dzisiaj coś na temat ogrodnictwa w ogóle.
Mowa o podwyższanych grządkach nazywanych również “garden beds”. U nas temat jest ciągle świeży i mało się ich widuje. A przecież np. w placówkach edukacyjnych czy opiekuńczych, instytucjach naukowych lub zwykłych ogródkach grządki te sprawdzają się doskonale . Mogą zostać wykorzystane w edukacji, zajęciach terapeutycznych, badaniach naukowych albo po prostu dla wygody w przydomowej uprawie roślin. Ich zaletami są: możliwość usytuowania nawet na najbardziej nieurodzajnej glebie, estetyczny wygląd oraz łatwy dostęp do warzyw, do których nie trzeba się schylać.
U mnie podwyższane grządki pojawiły się przede wszystkim dlatego, że musiałam sobie poradzić z kiepską ziemią a dodatkowo chciałam nadać miejscu estetyczny wygląd. Oto efekt:



Do stworzenia grządek zostały użyte:

  • deski do grządek (u mnie miały wysokość ok. 20 cm, długość 120 cm, były wyheblowane i pomalowane pokostem lnianym)
  • deski do stworzenia granicy
  • kątowniki metalowe (dostępne w większości budowlanych i metalowych sklepów, odpowiednio długie w zależności od grubości desek)
  • agrotkanina
  • żwir (do wykończenia
  •  wypełnienie grządek: torf, ziemia, nawóz (w moim przypadku kozi). Dodatkowo grządki podlewam co jakiś czas gołębim obornikiem odpowiednio rozcieńczonym, by nie spalić ziemi.

Oto kilka słów o samym procesie.
Najpierw wyrównałam teren pod grządki. Nie miałam maszyn, więc zrobiłam wszystko ręcznie.
Następnie wykopałam rowek graniczny - płytki, ale by zmieściła się deska o szerokości około 7 cm. Całość, łącznie z rowkiem, pokryłam agrotkaniną. Później w wykopany rowek włożyłam deski graniczne - tak aby stworzyć zamierzony kształt. W moim przypadku był to prostokąt. Na agrotkaninie ułożyłam zbite już inspekty/łóżka (u mnie było to 8 kwadratów). Następnie wzięłam się za wypełnianie. 

Podzieliłam nawóz na 8 części i wymieszałam go z ziemią i torfem. Starałam się dodać sporo torfu i odpowiednią ilość ziemi, aby zawartość była w miarę zwarta. W przypadku moich grządek konieczna była przewaga torfu. Całość uklepywałam jeszcze deską, stając na niej.



Na końcu wysypałam żwir wokół inspektów.

Update:
Od napisania artykułu i zrobienia zdjęć trochę się zmieniło. Na dole umieściłam krótki update prac z widocznymi efektami.

 

Marchewka i burak to król i królowa ogrodu. Mamy też bób, pietruszkę, rzodkiewki, szpinak, selery i pory.

W przypadku dodatkowych pytań bardzo chętnie podzielę się doświadczeniem w tym temacie.
Pozdrawiam.
Paulina 

O mnie

"Mam na imię Paulina i interesuje się ogrodnictwem eksperymentalnym. Pomysł na zazielenianie małych przestrzeni wziął się

z podróży i trochę z potrzeby. Po studiach (ochrona środowiska) zamieszkałam w dużym mieście i brakowało mi wiejskich klimatów. Trochę przypadkiem trafiłam na pomysł tworzenia ogrodów w skali i tak, od jednego do drugiego stało się to moją pasją.

Oprócz mini ogrodów tworzę struktury do uprawy warzyw na małych przestrzeniach oraz elementy wystroju wnętrz."

 

Paulina Kupis

Paulina Kupis

Dolna 6, Rogów, 26-200 Końskie

Tel. 660 384 695, Mail:paulina@miniogrody.pl